Informacje
- 11 kwietnia 2026
- 13 kwietnia 2026
- wyświetleń: 57543
Tragiczne walentynki w Jastrzębiu-Zdroju. „Prosiła, żeby zwolnił”
Niedawno zgłosiła się do nas stała czytelniczka, którą wraz z rodziną spotkała ogromna tragedia. Mimo, że sprawa nie dotyczy Bielska-Białej, wymaga chwili uwagi i refleksji. Wieczór, który miał być pełen ciepła, bliskości i rodzinnej radości, zakończył się dramatem, którego skutki na zawsze odmienią życie kilku osób. 14 lutego 2026 roku, około godziny 19.30, na ulicy Pochwacie w Jastrzębiu-Zdroju doszło do tragicznego wypadku. Zginęła 31-letnia kobieta — matka dwojga dzieci.

Tego dnia jej córka obchodziła piąte urodziny. Po kolacji walentynkowej kobieta planowała odebrać dzieci wraz z tortem i spędzić z nimi wieczór. Do domu jednak już nie dotarła.
Według relacji świadków kierowca, z którym podróżowała, nie dostosował prędkości do warunków panujących na drodze. Sam twierdził, że jechał około 60 km/h, jednak inni uczestnicy ruchu, którzy widzieli pojazd wcześniej, wskazują na znacznie większą prędkość. W pewnym momencie samochód wpadł w poślizg. Zamiast wyhamować, kierowca miał dodać gazu, próbując odzyskać kontrolę nad pojazdem.
- Słyszano, jak krzyczał po wypadku, że prosiła go, żeby zwolnił - relacjonuje jeden ze świadków.
Na miejscu natychmiast rozpoczęto dramatyczną walkę o życie kobiety. Reanimacja trwała około 40 minut. Następnie została przetransportowana do szpitala, gdzie lekarze podejmowali kolejne próby ratunku. Łącznie była reanimowana czterokrotnie. Obrażenia okazały się jednak zbyt rozległe.
Lekarze stwierdzili m.in. ciężki uraz głowy, krwotok mózgowy, obrzęk mózgu, uszkodzenia narządów wewnętrznych oraz liczne złamania. O godzinie 23.20 kobieta zmarła.
Rodzina zmarłej podkreśla, że tragedii towarzyszyły także dramatyczne doświadczenia związane z próbą uzyskania informacji. Siostra kobiety, obecna na miejscu zdarzenia, twierdzi, że nie otrzymała żadnych konkretów na temat stanu poszkodowanej. Z kolei matka, mieszkająca setki kilometrów dalej, bezskutecznie próbowała skontaktować się z odpowiednimi służbami.
- Odkładano słuchawkę, nie chciano rozmawiać - relacjonuje rodzina.

Również w szpitalu, jak twierdzą bliscy, dostęp do informacji był ograniczony. Tymczasem lekarze walczyli o życie pacjentki do ostatnich chwil.
Po śmierci kobiety pojawiły się kolejne kontrowersje. Według relacji rodziny, lekarz dyżurny miał kontaktować się z policją w sprawie pobrania krwi od kierowcy do badań toksykologicznych. Reakcja funkcjonariuszy - jak twierdzą bliscy - była nieodpowiednia i zaskakująca nawet dla personelu medycznego.
Kierowca przeżył wypadek, odnosząc stosunkowo niewielkie obrażenia. Rodzina wskazuje również na możliwe zaniedbania w zabezpieczeniu miejsca zdarzenia. Jak twierdzą, samochód nie został dokładnie przeszukany. Tydzień po wypadku bliscy znaleźli w jego pobliżu elementy, które - ich zdaniem - mogły mieć znaczenie dla sprawy, w tym tablicę rejestracyjną oraz fiolkę z substancją opisywaną jako środek mogący wpływać na zdolność prowadzenia pojazdu.
Według relacji rodziny, próby przekazania tych materiałów napotkały na proceduralne trudności i brak jednoznacznych decyzji, kto powinien je zabezpieczyć. Dla bliskich jednak najważniejsze nie są dziś spory proceduralne, lecz strata, której nic nie cofnie.
- Była pełna życia, miała plany, marzenia. Chciała zmienić pracę, myślała o służbie w straży granicznej - wspominają. Osierociła dwoje dzieci. Tego samego dnia, który miał być dla jej córki świętem, stał się początkiem tragedii, z którą rodzina będzie musiała nauczyć się żyć.
Sprawa wciąż budzi pytania - zarówno o przebieg samego wypadku, jak i o działania służb po tragedii. Dla najbliższych odpowiedzi są jednak tylko częścią większej, bolesnej całości.
26 marca nasza redakcja zwróciła się o komentarz do KMP Jastrzębie-Zdrój. Do chwili publikacji, mimo zapewnień przedstawienia stanowiska KMP, nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi.
Kancelaria reprezentująca pogrążoną w żałobie rodzinę zmarłej, podejmuje wszelkie niezbędne działania w celu rzetelnego wyjaśnienia okoliczności tej tragedii. - Naszym priorytetem jest ustalenie pełnego stanu faktycznego, oraz zapewnienie rodzinie należnej ochrony prawnej - powiedział Sławomir Suchanek z Kancelarii ADVIVA. Rodzina ubolewa, że dzieci nie otrzymały żadnej pomocy psychologicznej. Mężczyzna do dziś przebywa na wolności. - Jak tak może być, że zabił człowieka, odebrał nam bliska osobę i siedzi sobie w domu - mówi Klaudia, siostra zmarłej. - To straszne - dodaje.
Komentarze
Zgodnie z Rozporządzeniem Ogólnym o Ochronie Danych Osobowych (RODO) na portalu bielskiedrogi.pl zaktualizowana została Polityka Prywatności. Zachęcamy do zapoznania się z dokumentem.



